O autorze
Pisarka.
Z wykształcenia filozof i muzyk.
W 2005 roku zadebiutowała na antenie radia Emaus jako reżyser i lektor własnych audycji słowno-muzycznych dla dzieci opartych na pisanych przez siebie bajkach o muzyce. W 2008 roku wespół z Beatą Bąblińską i Moniką Kabacińską założyła Teatr ATOFRI.
Jest autorką książki dla dzieci O ONKU, ONCE I DWÓCH BALONIKACH, która, za sprawą metaforycznego przesłania, trafia z powodzeniem do dorosłego czytelnika.
Od 2014 z powodzeniem prowadzi bloga A GDYBY PO SWOJEMU..., na którym zamieszcza felietony zdradzające jej głęboko filozoficzne postrzeganie rzeczywistości, pisane ze szczyptą dobrego humoru, dystansem i... nadzieją.
Bliskie są jej tematy edukacji dzieci poprzez rozwijanie ich zdolności i pielęgnowanie fascynacji otaczającym światem.
Na co dzień więc uczy, komponuje muzykę dla swoich uczniów bo wierzy, że dzięki niej można stać się lepszym - po swojemu, oczywiście.

O muzykowaniu

Fot. kmlphoto / 123RF Zdjęcie Seryjne
Uczyć muzykowania to najprzyjemniejsza rzecz na świecie. Wydaje się, że to nic, bo nie widać efektów tu i teraz. Dziecko nie wychodzi z lekcji wymęczone żmudnym szlifowaniem talentu. Mówi "ale fajnie", klaszcze sobie samemu i temu, z którym muzykuje. Oczywiście nie zawsze pięknie i interesująco, ale jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby jakikolwiek uczeń takie muzykowanie przerwał.

Przyczyna jest banalna - to jest przyjemne i mądre.

Łatwo z oburzeniem twierdzić, że dziecko "ma się uczyć i tyle" (w przypadku muzyki - "ma ćwiczyć i tyle"), ale gdyby się głębiej zastanowić, zdanie takie jest po prostu bardzo wygodne dla wszystkich.
"Nie przygotowałem się" załatwia sprawę. Będzie trochę krzyku, ale przejdzie. Z drugiej strony "no widzę, że pracowałeś, widzę..." też nie zawsze brzmi z uznaniem.
Naturalnie, nikt nie wykona pracy za dziecko, nie nauczy się za niego. Proces uczenia jest tak naprawdę samodzielną wędrówką każdego z nas. Samodzielną, ale nie samotną.
Jednak spowodowanie, że dziecko pracować zapragnie, że pokocha słuchać, grać i układać dźwięki, to niezwykle trudne zadanie. Nieraz heroiczne. Walka toczy się jednak o życie - wspaniałe życie!

Muzykowanie. Cóż to zatem jest?

Po pierwsze muzykowanie to nadawanie wyuczonemu utworowi własnych, indywidualnych cech. To wyczuwanie niuansów brzmieniowych, manipulowanie napięciami i rozładowanie emocji - jakże abstrakcyjnych. Wreszcie, takie muzykowanie to opowiadanie słowami nieznanego kompozytora tego, co samemu się słyszy. To przyspieszanie bicia serca, krzyk i cisza, snucie frazy i... urocze potknięcie w postaci fałszywej nutki.
Takie muzykowanie może przerodzić się w tworzenie wielkich interpretacji opartych na przebogatej intuicji, osłuchaniu i wiedzy.

Po drugie jest to, najprościej ujmując w słowa, granie. To wszystkie cechy wcześniej wymienione, z tym, że zamiast nut grajek posługuje się własną intuicją. To opowiadanie o sobie, o świecie, o emocjach, swoimi muzycznymi słowami i własną duchową głębią. To tworzenie, zachwycanie się, otwieranie i uwrażliwianie. Muzykujące dziecko cieszy się z każdego współbrzmienia, które "coś" mu przypomina, które "ładnie" brzmi w jego uszach.
Jest to po prostu szansa na pełne wyrażanie siebie.


Muzykować można z kimś - z nauczycielem (mistrzem?), z przyjaciółmi, z rodziną. Z nieprzyjacielem też - czemu nie?
Grać to, co się chce i słuchem kierować, żeby było pięknie. Rozwijać siebie, grać z innymi, rozszerzać swoją uwagę i wiedzę wolno, głębiej i mądrzej - oto, co kryje się pod hasłem "muzykowanie". Wreszcie rozwijać swój intelekt, spostrzegawczość, poczucie estetycznej pełni.

Jeden z czołowych psychologów muzyki, John Sloboda, podczas konferencji w Warszawie w kwietniu 2014 r. przedstawił bardzo interesujące wyniki swoich badań. Okazuje się, że podczas muzykowania - improwizacji, mózg pracuje o wiele intensywniej w określonych obszarach, niż, podczas czytania nut. Wydaje się to oczywiste, a jednak tak rzadko pozwalamy dzieciom na improwizowanie, na muzykowanie.

Dlaczego?

Bardzo trudno jest kierować muzykowaniem i korygować koślawość. Samemu trzeba umieć to robić...
Czasem należy powiedzieć - "nie tak, a tak trzymaj rękę", "a tutaj postaraj się precyzyjniej" itd itd... Każda uwaga rozwija. Każda, wypowiedziana z życzliwości i znajomości warsztatu.

W końcu przyjdą Tomeki, Tadki, Julki albo Zośki i pozostali i powiedzą:
"Mogę dzisiaj jeszcze raz zagrać na tej góralskiej skali? Ułożyłam melodię do rytmu, tego który zapisywaliśmy razem. Chce pani posłuchać?".

Kto by nie chciał...
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...