O autorze
Pisarka.
Z wykształcenia filozof i muzyk.
W 2005 roku zadebiutowała na antenie radia Emaus jako reżyser i lektor własnych audycji słowno-muzycznych dla dzieci opartych na pisanych przez siebie bajkach o muzyce. W 2008 roku wespół z Beatą Bąblińską i Moniką Kabacińską założyła Teatr ATOFRI.
Jest autorką książki dla dzieci O ONKU, ONCE I DWÓCH BALONIKACH, która, za sprawą metaforycznego przesłania, trafia z powodzeniem do dorosłego czytelnika.
Od 2014 z powodzeniem prowadzi bloga A GDYBY PO SWOJEMU..., na którym zamieszcza felietony zdradzające jej głęboko filozoficzne postrzeganie rzeczywistości, pisane ze szczyptą dobrego humoru, dystansem i... nadzieją.
Bliskie są jej tematy edukacji dzieci poprzez rozwijanie ich zdolności i pielęgnowanie fascynacji otaczającym światem.
Na co dzień więc uczy, komponuje muzykę dla swoich uczniów bo wierzy, że dzięki niej można stać się lepszym - po swojemu, oczywiście.

Zmęczony i kolęda

Spokojnie, do Świąt jeszcze trochę.
Szkoła jednak zawsze działa z wyprzedzeniem. Tak robiła od lat i nic się tu nie zmieni. Świątecznego Ducha wyczuwa już każdy uczeń oczekując przyjścia Wybawiciela, który zwalnia z lekcji całą klasę, całą szkołę i w ogóle wszystkie dzieci - hura.



Wybawiciel i kolęda...

Do klasy wchodzi Tomek Zmęczony. Trudno o inne imię. Uczę go, gdy zapada zmierzch, a on przy każdym uderzeniu w klawisz, ciężko wzdycha. Żadnego błysku w oku, żadnego "ale fajnie", za to wiecznie zniechęcone "nie wiem" i ciemność pod oczami. Zmęczony siada do klawiatury automatycznie skręcając kręgosłup jak krewetka i czeka, aż "coś" się wydarzy wyglądając "spode łba". Zwykle wtedy coś gram, ale nie tym razem.

Bardzo mu współczuję. Nie wiem, czy sama wytrzymałabym życie w takim natłoku obowiązków i presji nieustannego oceniania. Patrzę na te oczy i życzę im, żeby natychmiast ziemia przyspieszyła i Wigilia nastała nazajutrz, a potem znów zwolniła bieg, aż do 1-go stycznia.
Nie o tym jednak.

Proponuję Zmęczonemu granie kolęd. "Znasz? Śpiewasz? Którą lubisz?" pytam zwyczajnie.
Niestety, Zmęczony nie wie o czym do niego mówię, a przerażenie w jego oczach przybiera olbrzymie rozmiary. "A wiesz co to kolęda?" ciągnę. Wtem następuje moment olśnienia przypieczętowany długim "a!!!". "Tak, no przecież" i Zmęczony daje sobie za przeproszeniem "w łeb". Niestety nie dzieli się ze mną swoją wiedzą.

Ponownie zapada milczenie.

-No dobrze - powiadam - Kolęda to taka tradycyjna piosenka, którą wykonuje się tylko w okresie świątecznym. - I znów olśnienie, "aaa!!!" i samodzielny "buch w łeb".
- No właśnie, to może zaśpiewasz jakąś kolędę i spróbujemy ją zagrać? Co Ty na to? Tak bez nut, jakbyśmy po raz pierwszy słuchali jakiejś piosenki i chcieli ją od razu zagrać.
- Oj, to będzie trudne - ciężko wzdycha Zmęczony i drapie się po głowie - ale po angielsku?

Szczerze mówiąc w ogóle nie przyszłoby mi do głowy, żeby Zmęczonego torturować angielskim na lekcji fortepianu.

- Nie, po polsku. - odpowiadam
- Oj, to nie wiem... Znam tylko "Chwała na Wysokości"
- Ach! Czyli "Przybieżeli do Betlejem"! Świetnie!
Zmęczony się niecierpliwi.
- Nie, tego nie znam. Mówiłem już "Chwała na Wysokości"! - i tu się już wystraszyłam, że tym razem w "łeb" dostanę i ja.
- Kiedy właśnie to ta sama kolęda. Bardzo piękna i bardzo znana. Posłuchaj.
Nauka nie idzie łatwo, ale okazuje się, że ta ograna z każdej strony kolęda, na dodatek polska i bez angielskich podtekstów i przypisów, brzmi całkiem nieźle. Gramy sobie na cztery ręce, albo na dwie - każdy prawą, albo lewą.

Zmęczonemu udaje się przetrwać i nawet na moment zapomina o tym, jak ciężki czeka go jutro dzień - szachy, basen, akrobatyka, judo, polski, kaligrafia, eksperyment na przyrodę i apel po trzeciej lekcji z oceną z zachowania...
W końcu nadchodzi wyczekany przez Zmęczonego moment KOŃCA.

- Wie Pani co? Gdybym chodził nie do 1a tylko do 1c, to bym umiał te kolędy. W "c" jest taka pani w rudych włosach i oni się uczą tych piosenek. Ja ich tylko trochę podsłuchuję na przerwie.

Zmęczony założył na ramię swój tornister, upewnił się, że jego sto osiemdziesiąt zeszytów i dziesięć grubych książek nadal są na miejscu i poszedł do domu skontrolować eksperyment na "przyrodę". Tornister, podobnie jak oczekiwania świata, przerastają go i wbijają mocno w ziemię.

A kolęda, choć niewidzialna, gdzieś mu brzdąka swoje frazy i nie potrzebuje żadnych eksperymentów, tylko, jak się okazuje, fajnej pani z "c".
Trwa ładowanie komentarzy...